wtorek, 18 września 2007

O perfekcjonizmie

Ostatnio dostałem zlecenie na "walidację" strony internetowej. Strona okazała się gigantycznym serwisem z toną liniowo-ułożonych danych. Efekt działania maniaka Led Zeppelin. Każdy koncert z dokładnością do opisu "pierwsze nagranie dostępne bez intro".

Ale o stronie kilka słów. Stworzone w jakimś bliżej mi nieznanym MicroSh*towym edytorze WYSWIG. Efekt? Użytkownik zauważył, że co przeglądarka, to nowy layout. Ups. No i pisze do mnie.
Tom co ujrzał, przekracza moje masakryczne wspomnienia związane z zakrzaczaniem kodu we Front Page'u. Po prostu istna sieczka. Przechodzące się klasy, style, divy, font-size'y, definicje czcionek w stylu "co linia do taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaka deklaracja wyglądu", a do tego ramka w ramce otaczająca ramkę znajdującą się w kolejnych ramkach.

Próba wytłumaczenia ideei klas, i tego, że 2h na zaprojektowanie klas to jest nic w porównaniu z tym, że jego praca, którą usilnie dziergał przez 2 lata, poszła by 10 razy szybciej, nie bardzo się powiodła.
Zabrałem się za odchudzanie kodu. To znaczy za pisanie go od nowa [zachowując oryginalny wygląd].
Tutaj postanowiłem w pełni być wierny idei "zero wyglądu w htmlu, wszystko w css". Idea piękna, a nadto użyteczna. Ale tego chyba nie muszę udowadniać. I tu złapałem się sam. Zawsze zasadzie tej byłem "prawie" wierny. Koło 95%. I tu nagle okazuje się, że od 5 lat posługując się css-ami, gdzie jako uczeń 2. klasy gimnazjum bawiłem się grafikami przesuwanymi i docinami sprytnymi zapisami w plikach, nie potrafię wyrównać obrazka za stronie bez uciekania się do zbrodniczego tagu center. Moja wina!

Kod odchudzony masakrycznie (szacuję, że zostało 20% konkretu), a wygląd - stabilny! Pod kontrolą. Tak dużo radości z tak małej rzeczy, a dokładniej wywalenia MicroKrzaków do kosza.
A do ideału jeszcze daleko.

A na dalsze rozważania odsyłam na GENIALNY blog WebEscety:
[+] Perfection of vanity
Link prosto do postu z filmikiem pokazującym potęge css.

Btw: są jeszcze na świecie miłośnicy pięknego wyglądu, i kodu?

piątek, 14 września 2007

BritCenzura??

O Britney jest głośno już od roku. Co dzień coś nowego. Ato się ogoliła, a to wytatuowała, a to naćpana z dzieckiem. Sensacja goni sensację. A wystarczy się przyjrzeć bliżej, by zobaczyć, że cały świat mediów żeruje na tragedii zagubionej młodej dziewczyny.
W stacjach radiowych w końcu zabrzmiał pierwszy singiel, wszyscy czekali na wielki powrót na gali MTV. I co?? Cisza.

Występ się odbył. Naprawdę. Ci co oglądali na żywo, widzieli. I tylko oni.
Całość pokazała, że artystka potrzebuje jeszcze czasu, by dojść do siebie.

I tu uderzają takie fakty jak:
  • [+] MTV wycięło występ z powtórek i nie udostępnia go on-line.
  • [+] Szukając zapisu wideo na YouTube ujrzymy:
    Ten film wideo jest już niedostępny z powodu otrzymania zgłoszenia o posiadaniu praw autorskich przez użytkownika Viacom International Inc..
  • Wszystkie nowe videa są skutecznie i natychmiast banowane.
  • Media nie trąbiły o porażce Brit.
Czyżby media nareszcie zrozumiały, że nie wszytko trzeba pokazywać.
Jestem zdecydowanie przeciw cenzurze, ale cieszę się, że cały świat nie musi oglądać upadku człowieka, który nie koniecznie chce się nim obnosić.

Zastanawiam się tylko czy zachowanie prywatności dotyczy Adriana z Big Brothera 4.1?
Ale o tym chyba nie długo.