Ostatnio dostałem zlecenie na "walidację" strony internetowej. Strona okazała się gigantycznym serwisem z toną liniowo-ułożonych danych. Efekt działania maniaka Led Zeppelin. Każdy koncert z dokładnością do opisu "pierwsze nagranie dostępne bez intro".
Ale o stronie kilka słów. Stworzone w jakimś bliżej mi nieznanym MicroSh*towym edytorze WYSWIG. Efekt? Użytkownik zauważył, że co przeglądarka, to nowy layout. Ups. No i pisze do mnie.
Tom co ujrzał, przekracza moje masakryczne wspomnienia związane z zakrzaczaniem kodu we Front Page'u. Po prostu istna sieczka. Przechodzące się klasy, style, divy, font-size'y, definicje czcionek w stylu "co linia do taaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaaka deklaracja wyglądu", a do tego ramka w ramce otaczająca ramkę znajdującą się w kolejnych ramkach.
Próba wytłumaczenia ideei klas, i tego, że 2h na zaprojektowanie klas to jest nic w porównaniu z tym, że jego praca, którą usilnie dziergał przez 2 lata, poszła by 10 razy szybciej, nie bardzo się powiodła.
Zabrałem się za odchudzanie kodu. To znaczy za pisanie go od nowa [zachowując oryginalny wygląd].
Tutaj postanowiłem w pełni być wierny idei "zero wyglądu w htmlu, wszystko w css". Idea piękna, a nadto użyteczna. Ale tego chyba nie muszę udowadniać. I tu złapałem się sam. Zawsze zasadzie tej byłem "prawie" wierny. Koło 95%. I tu nagle okazuje się, że od 5 lat posługując się css-ami, gdzie jako uczeń 2. klasy gimnazjum bawiłem się grafikami przesuwanymi i docinami sprytnymi zapisami w plikach, nie potrafię wyrównać obrazka za stronie bez uciekania się do zbrodniczego tagu center. Moja wina!
Kod odchudzony masakrycznie (szacuję, że zostało 20% konkretu), a wygląd - stabilny! Pod kontrolą. Tak dużo radości z tak małej rzeczy, a dokładniej wywalenia MicroKrzaków do kosza.
A do ideału jeszcze daleko.
A na dalsze rozważania odsyłam na GENIALNY blog WebEscety:
[+] Perfection of vanity
Link prosto do postu z filmikiem pokazującym potęge css.
Btw: są jeszcze na świecie miłośnicy pięknego wyglądu, i kodu?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz