sobota, 10 listopada 2007

Studia studia i udawanie, że się studiuję

Ponad miesiąc zmagań ze studiami za mną. W tym krótkim, a jakże długim z innej strony czasie sporo się dziać powinno. Ba nawet się działo, ale ja jakoś zostałem koło tego, co by nie powiedzieć, poza tym.

Muszę się pochwalić, iż udało mi się wreszcie znaleźć opiekuna studiów. Więc mogę z dumą powiedzieć, że ktoś pokieruje moim losem, bo mi to jakoś wszystko przez palce przelatuje. W algebrze, którą darzyłem miłością wydawało mi się dozgonną, po paru majacznych dowodowach, niejasno zdowodowanych, film mi się urwał, a zadania przestały się oddawać. Na szczęście nie mają się komu oddawać, bo ćwiczeniowca brak. Niestety zadania się pojawiają, a mnie czeka przygotowanie całego pliku rozwiązań. Do tego zbliża się kolokwium, które jakoś nie wydaje mi się, żeby miało wykazać moje 'nadzwyczajne uzdolnienia w kierunku przedmiotów ścisłych'. Dodam, że takie powinienem wykazać, taki to świat :)

Analiza się zaczęła, a tu się dowiaduje, że przekłamania w systemie zarządzania studiami pozbyły mnie informacji, że wykłady trwają od października, a teraz to się ćwiczenia zaczynają. Pocieszam się, że to proste , ale z wiedzy co w którym kościele dzwoni 'nadzwyczajnych zdolności' nie wyłuskam.
Uczę się intensywnie angielskiego, po 8h w tygodniu. Ale tu też więcej pozorów (i kasy) niż biegłości...

Ach... jak tu się zabrać do roboty, jak taka jesienna nostalgia... ale użalania się nad życiem osobistym wam oszczędze!

Pocieszam się, że mój opiekun podrzucił mi książkę, poniekąd z Mechaniki Kwantowej, wymagającej nietrywialnej znajomości algebry i zaawansowanej analizy, tak by zobaczyć, 'czy da się to czytać przez studenta 1. roku'. Otwieram, a tam moja ukochana algebra liniowa. Zadanka identyko jak te nie zrobione z GALu... A to PO TO mam się tego uczyć:P

1 komentarz:

Anonimowy pisze...

algebra liniowa jest fajnie wytłumaczona w książce Shankara do kwantówki (ahh to piękne fizyczne wytłumaczenie ortogonalizacji Grama-Schmidta ;p) - czyżby to o nią chodziło? :-)